Zabiorą Ci ser



Inspiracji do powstania tego wpisu było całkiem sporo. Pierwsze zdania powstały już pod koniec zeszłego roku, gdy przeczytałam książkę Spencera Johnsona "Kto zabrał mój ser", ostatnie - dosłownie wczoraj, tuż po lekturze ostatniego wpisu Kasi.*

Proste rzeczy mają to do siebie, że są najtrudniejsze do zauważenia. O oczywistych kwestiach się nie mówi, bo - jak wskazuje nazwa - są oczywiste, czyż nie?
Zaryzykuję.
Usiądźcie teraz wygodnie, przyciszcie muzykę, odłóżcie wszystko i odpowiedzcie sobie na parę prostych pytań.
Kiedy po raz ostatni przełamaliście jakąś ze swoich słabości? Kiedy po raz ostatni obiektywnie spojrzeliście na swoje życie? Jaka była ostatnia zmiana, jaką dobrowolnie wykonaliście w swoim życiu? Kiedy ostatnio czuliście się w pełni szczęśliwi?
Pomyślcie, kiedy ostatnio NAPRAWDĘ zadbaliście o swoje relacje z bliskimi. Kiedy ostatnio poszliście na randkę ze swoim partnerem? Kiedy ostatnio zrobiliście coś niecodziennego ze znajomymi? Kiedy powiedzieliście komuś szczery komplement?  Kobieto, kiedy ostatnio ogoliłaś nogi powyżej kolan, a ty, mężczyzno, dałeś ukochanej kwiaty? Czy, przypadkiem, nie stało się tak, że po prostu przestaliście się starać niedługo po osiągnięciu celu?
Zastanówcie się, jak mocno jesteście zakorzenieni w swojej strefie komfortu. Czy codziennie rano idziecie do pracy/szkoły tą samą drogą? Codziennie spotykacie tych samych ludzi? Codziennie robicie te same rzeczy w tym samym miejscu i w tym samym czasie? Co się stanie, jeśli któegoś dnia zamkną Waszą ulubioną knajpkę, zablokują wyuczoną trasę, a znajomi się znudzą i po prostu odejdą z Waszego życia?
Dlaczego by więc, chociaż raz, nie przeżyć dnia inaczej? Odzwyczaić się od wszsystkiego, poznać wszystko od nowa, spojrzeć na wszystko nowymi oczamy, słyszeć nowymi uszami, poczuć innym językiem. Być może okaże się, że nigdy nie żyliście pełnią życia, a po drugiej stronie drogi czeka na Was coś lepszego.

Ważne jest to, abyśmy możliwie jak najwięcej czasu poświęcali najbliższym nam osobom. Niestety, ludzie często zapominają o tym w codziennym wyścigu szczurów. Rano wstają, biorą szybki prysznic, jedzą szybkie śniadanie i wybiegają do pracy, wieczorem zaś są tak zmęczeni, że zasypiają na kanapie, zanim jeszcze zdążymy zdjąć buty. Model rodziny znany z wielu filmów, w których przewija się wątek nieszczęśliwych małżeństw. Nic dziwnego, że co trzecie małżeństwo kończy się rozwodem.
Gdy kiedyś powiedziałam znajomym z pracy, że wieczorem wychodzę na randkę z narzeczonym spojrzeli na mnie, jakby nagle wyrosły mi czułki. "Jak to, przecież jesteście razem już tyle lat, nie ma walentynek, rocznicy, żadne z was nie ma urodzin, po co?", pytali. Czy naprawdę lepiej skapcanieć na kanapie, niż dbać o podtrzymanie ognia miłości? Przecież miłość polega na codziennym zakochiwaniu się na nowo w tej samej osobie. Każdą relację, umiejętności i zainteresowania trzeba codziennie pielęgnować, dosłownie tak, jak kwiaty. Przyzwyczajenie i rutyna są chwastami naszego życia.

Wiecie, miałam kiedyś przyjaciela, którego kochałam, jak brata. Był w moim życiu przez wiele, wiele lat, potrafiliśmy rozmawiać godzinami, codziennie robiliśmy coś innego. To była nadzwyczajna, szczera i mocna relacja, która przetrwała wiele różnic, podziałów i odległości. Aż w końcu ciąg przyczynowo-skutkowy sprawił, że nie mogliśmy kontaktować się tak często, jak kiedyś. Zaczęliśmy się od siebie oddalać, aż w końcu "rozstaliśmy się" z banalnych powodów. I tak coś, co miało być niezniszczalne okazało się kolejnym Titanikiem. A wystarczyło w porę zobaczyć górę lodową. NIC NIE JEST NIEZNISZCZALNE.
NICZEGO nie można uznać za pewniak. Przez cztery lata nie mogłam się pogodzić z tą sytuacja. Cztery lata. Czterdzieści osiem miesięcy. Dwieście dziewięć tygodni. Tysiąc czterysta sześćdziesiąt jeden dni. Trzydzieści pięć tysięcy sześćdziesiąt cztery godziny... Tyle czasu zajęło mi zrozumienie, że przyszedł czas na zmiany i otworzenie się na nową przyjaźń. Od tamtej pory życie jest piękniejsze niż dotychczas.

Kiedyś bałam się zmian i próbowania nowych rzeczy. Czułam się dobrze i bezpiecznie w życiu, jakie prowadziłam, byłam więc takim klasycznym Zastałkiem. Jednak, gdy pokonałam żal, który gnił we mnie przez te wszystkie lata poczułam nagły przypływ potrzeby, aby COŚ zrobić. Postanowiłam wtedy, że przełamię mój paniczny strach webec wody i nauczę się pływać. I choć pokonywanie fobii zajęło kilka tygodni radość, jaka towarzyszyła osiągnięciu celu rekompensowała cały włożony w to wysiłek.

Czas wciąż płynie, a my jesteśmy poddani jego biegowi. Możemy się temu sprzeciwiać, jednak prędzej, czy później COŚ się wydarzy.
Miłość, przyjaźć, rodzina, zdrowie, praca, pasje - wszystko może pierdyknąć w najmniej oczekiwanym momencie. Ważne jest, aby przyglądać się swojemu życiu z dystansu i starać się przewidywać bieg wydarzeń. Zmiany są nieuchronne, jednak każdą katastrofę można przewidzieć chociażby z minimalnym wyprzedzeniem, aby móc postarać się jej zapobiec.

Nigdy, przenigdy nie pozwólcie na to, żebyście utknęli w sferze komfortu. Zróbcie coś, czego nigdy nie robiliście, bądź to, czego zawsze się baliście, napiszcie do dawnego przyjaciela, spędźcie popołudnie z mamą. Na wszystko macie tyle czasu, ile na to poswięcicie.

Każdy ma tylko jedno życie, tylko od nas zależy, jak je przeżyjemy.



*Bardzo polecam wymienioną książkę, jednak nie traćcie czasu na czytanie wprowadzenia, autoreklamy i pierwszego rozdziału, są nudne. Nie czytajcie też ostatniego rozdziału, sami dojdziecie do potrzebnych wniosków. Przeczytajcie tylko drugi rozdział-opowieść o tym samym tytule. Przeczytałam gdzieś recenzję, w której ktoś porównywał tę książkę do lustra - każdy, jestem całkowicie pewna, że KAŻDY znajdzie w tej książkę cząstkę siebie. 
Ja znalazłam.
Bloga Kasi również polecam, ten jednak warto czytać w całości ;)
Udostępnij na Google Plus

O mnie Dagmara Górzkowska

Dagabout to luźna analogia gadabout, czyli włóczykija. Jak Włóczykij (który był moją pierwszą miłością!) wciąż kręcę się po świecie w poszukiwaniu swojego idealnego miejsca. Poza podróżami kocham także książki, dźwięki gitary, bajki Disnaya i dobre, bezglutenowe, wegetariańskie jedzenie. Zwykłe jedzenie też lubię, ale jest to miłość niespełniona, od kiedy w nasz związek weszło Hashimoto. Jestem niebrzydka, niegłupia, nieskromna, raczej miła, chociaż mam czarne poczucie humoru. Jeśli jesteś tu pierwszy raz - napisz mi coś o sobie, chętnie Cię poznam!
    Skomentuj z Disqus
    Skomentuj z Facebooka

4 komentarze:

  1. Trudno jest wyjść ze swojej strefy komfortu, ale często wychodzi nam to na dobre :) Jednak im częściej z niej wychodzimy, tym łatwiej nam to później przychodzi. Ja zaczęłam od małych rzeczy, a teraz dochodzę do coraz większych i większych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie od razu Kraków zbudowane ;) gratuluję i życzę dalszych sukcesów :)

      Usuń
  2. Nawet nie wiesz jak doskonale Cie rozumiem. Sama uwielbiam stabilizację, nie przepadam za zmianami i staram się nie musieć ich wprowadzać w życie. A jednak w przypadku związku warto się o siebie starać, i starać dla siebie. Nawet jeśli jesteście ze sobą 10 lat (a może zwłaszcza wtedy), bo z miłością jest jak z kwiatami. Niepielęgnowana umiera.
    Pięknie to napisałaś. Warto poświęcać czas najbliższym, pielęgnować relacje z tymi, na których nam zależy, bo nigdy nie wiemy kiedy coś się skończy, a jak śpiewała Anna Jantar "nic nie może przecież wiecznie trwać".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się ze mną zgadzasz, Kasiu. Szkoda, że tak mało ludzi o tym pamięta.

      Usuń