Ciemniejsza strona emigracji



W tekście Emigracja - tragiczna konieczność czy szansa? pisałam o tym, że emigracja jest wspaniałą szansą i lekcją życia, o ile nie traktujemy jej jako ewakuacji z kraju.
Jednak każdy kij ma dwa końce. Obok wielu blasków trudno jest nie dostrzec kilku minusów życia na obczyźnie.

NIEOBECNOŚĆ
Mieszkając za granicą wiele Cię omija.
Nie ma Cię, gdy Twoi bliscy świętują kolejne urodziny. Nie ma Cię, gdy dzieci Twojego rodzeństwa mówią pierwsze zdania. Nie ma Cię, gdy ktoś spontanicznie zorganizuje grilla. Nie ma Cię, gdy wszyscy Twoi bliscy spędzają razem czas i świetnie się bawią. Nie ma Cię, ale jeśli masz szczęście możesz to pooglądać zazdrośnie na szklanym ekranie, wiedząc, że nadrobicie te chwile, gdy w końcu pojawisz się w kraju.
Jednak te wszystkie radosne chwile nie są najgorsze. Za granicą przecież przeżywasz ich wiele.
To te złe chwile niszczą i sprawiają, że odległość staje się nie do zniesienia.

Bo co zrobić w sytuacji, gdy ktoś ciężko choruje lub umiera? Gdy zdarzy się jakiś straszny wypadek? Rzucić wszystko, pracę, szkołę, dom, kupić bilet i jechać? Kiedy, na jak długo?
Albo gdy - najzwyczajniej w świecie - przyjaciołom jest smutno? Gdy mają problemy? Gdy potrzebują gdzieś wyjść, a jedyne, co możesz zaoferować to rozmowa przez Skype?
Żyjemy w globalnej wiosce, gdzie możemy mieć kontakt z każdym w każdej strefie czasowej, lecz gdy chcemy być z kimś blisko i kogoś przytulić nie da się tego zrobić przez światłowody. Trzeba pokonać setki, tysiące kilometrów, to trwa.
W ciągu wielu lat spędzonych za granicą wielokrotnie przeżywałam takie sytuacje, a wciąż nie mam pojęcia, co zrobić w takich momentach i jak radzić sobie z emocjami.


OSŁABIENIE RELACJI
Nie ma Cię, więc to naturalne, że niektóre kontakty słabną.
Bratankowie i siostrzeńcy coraz słabiej Cię pamiętają, ale nie ma się co dziwić, w końcu mieli po kilka lat, gdy ostatnio widzieli Cię na stałe.
Dalszą rodzinę widujesz już tylko na Facebooku, weselach, pogrzebach i przez przypadek, bo zwyczajnie nie masz czasu wszystkich odwiedzić.
Przyjaciele poznają nowych znajomych, którzy wchodzą do ich życia i choć ciężko jest Ci się z tym pogodzić po latach bycia numerem jeden - musisz to przełknąć. Ty również poznajesz nowych ludzi, bo nie da się przeżyć całego życia wirtualnie.

Emigracja bardzo brutalnie weryfikuje, dla kogo rzeczywiście coś znaczysz.
Najgorsze, co może spotkać podczas takich spotkań to przygnębiające uczucie, że nie ma po co i do kogo wracać.


BRAK URLOPU
Wszystkie dni wolne wykorzystujesz na podróże do Polski, bądź odwiedziny najbliższych u Ciebie, po raz setny odwiedzając te same miejsca.
Skrycie marzysz Australii, USA, albo Morzu Śródziemnym, lecz jedyne, co zwiedzasz to dom rodzinny, w którym zresztą czujesz się już jak gość, nie domownik.
A wszystkie wyjazdy i tak są za krótkie, zawsze pozostaje Ci jakieś niedosyt, nigdy nie uda Ci się spędzić wystarczająco czasu ze wszystkimi, a przy okazji jeszcze odpocząć. Obiecujesz sobie, że kiedyś w końcu wyjedziesz w tropiki.
Gdy w końcu Ci się to uda to gdzieś z tyłu głowy będzie Cię prześladować myśl, że ne ma Cię teraz w Polsce. Obiecujesz sobie, że następnym razem odwiedzisz bliskich. I koło się zamyka.


ZAWIESZENIE
Pamiętasz drugą część "Dziadów" i Zosię - ducha, który ani wzbić się pod niebiosa, ani ziemi dotknąć nie może?
Mniej więcej tak czuje się emigrant w momencie, gdy jeszcze nie czuje się jak u siebie za granicą, ale już nie czuje się jak u siebie w Polsce.
Wiele razy obserwowałam ludzi, którzy nie pasowali, ale próbowali się dopasować. Niektórym się udawało, innym nie. Część z nich została na obczyźnie na zawsze, zaś inni po wielu latach wrócili do swoich krajów. Ale i oni się zmienili, i te kraje też nie były już takie jak dawniej. Więc na nowo poczuli się obco. I już nigdzie nie byli "u siebie".

"MENTALNY PRZESZCZEP"

Pobyt za granicą zmienia pewne przyzwyczajenia, sposób bycia, a nawet sposób wypowiadania się. Choć na początku wiele rzeczy denerwuje Cię w nowej kulturze, to im więcej czasu spędzasz z tubylcami, tym więcej ich cech (choćby nieświadomie) przejmujesz.
Czasem masz wrażenie, że wyjazd zmienił Cię na tyle, że nić porozumienia między Tobą, a rodakami prawie się wytarła. Bo już nie myślisz, jak Polak, tylko jak emigrant, obywatel świata. 
Patrzysz na świat nowymi oczami, słuchasz nowymi uszami i odczuwasz nowym ciałem. Zwracasz uwagę na rzeczy, które wcześniej były Ci obojętne, rzeczy, które kiedyś Cię cieszyły teraz Cię irytują i odwrotnie.


TRAGEDIA GRECKA
Czyli dramat w dwóch aktach o rozdarciu emigranta - zostać zagranicą – źle, wrócić do kraju – źle.
Choć wydaje Ci się, że wyemigrowałeś tydzień temu, tak naprawdę minęła cała masa czasu. Wyjazd, który miał być na rok-dwa, na tyle, aby zarobić trochę pieniędzy, zamienia się w kilka lat.
I choć pieniędzy przybywa, to wciąż przybywają też jakieś nowe cele. Aż w końcu budzisz się i wiesz, ze musisz wreszcie podjąć jakąś decyzję. Czas kupić dom, samochód, zasadzić drzewo i spłodzić dzieci. Tylko gdzie?
Podejmując tak ważne decyzje tworzysz listę setek za i przeciw. Jest to decyzja jeszcze trudniejsza, niż sam wyjazd, bo już nie myślisz o sobie i drugiej połowie, ale także o przyszłych pokoleniach.
I wydaje mi się, że nie ma na nią dobrej odpowiedzi - zawsze będzie trzeba coś poświęcić.

Myślę, że jakaś forma emigracji potrzebna jest każdemu z nas. To ona uczy poznawać na nowo, odkrywać znaczenia obcych do tej pory zapachów, słów: kochać, tolerować, dawać szansę przypadkowi, ryzykować... Jeśli choć raz przekroczy się tę granicę – nie ma już powrotu.
Dziś więc mam sny emigranta, który stoi po drugiej stronie. Jest w nich zupełnie inna niż kiedyś melodia życia.  
Udostępnij na Google Plus

O mnie Dagmara Górzkowska

Dagabout to luźna analogia gadabout, czyli włóczykija. Jak Włóczykij (który był moją pierwszą miłością!) wciąż kręcę się po świecie w poszukiwaniu swojego idealnego miejsca. Poza podróżami kocham także książki, dźwięki gitary, bajki Disnaya i dobre, bezglutenowe, wegetariańskie jedzenie. Zwykłe jedzenie też lubię, ale jest to miłość niespełniona, od kiedy w nasz związek weszło Hashimoto. Jestem niebrzydka, niegłupia, nieskromna, raczej miła, chociaż mam czarne poczucie humoru. Jeśli jesteś tu pierwszy raz - napisz mi coś o sobie, chętnie Cię poznam!
    Skomentuj z Disqus
    Skomentuj z Facebooka

14 komentarze:

  1. ciekawy tekst a i zdjecie super!:) www.misslaura.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. "Wyjadę za granicę, będę zarabiać grube dolary i nic mnie nie będzie interesowało" - typowy biedny polak. Niestety, ale życie za granicą nie jest bajką. W małym stopniu miałam okazję tego spróbować. Co prawda byłam tylko 130 km od granicy i moja mała emigracja trwała niespełna 3 miesiące, ale już zdążyłam zasmakować niemal wszystkich opisanych przez Ciebie powyżej wad pracy poza krajem. Życzę powodzenia i zostaję z Tobą na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, Natalio! Wydaje mi się, że duża część ludzi, którzy nigdy nie zasmakowali emigracji wciąż widzi wyjazd, jako wielkiego pieniężnego smoka, jak z "Balu w operze" Tuwima. Szkoda tylko, że tak ich boli, gdy już zmierzą się z "zagramaniczną" rzeczywistością ;)
      Bardzo mi miło! :)

      Usuń
  3. Super wpis ciekawy blog warty polecenia,super Ci idzie nie poddawaj się i bloguj dalej!super będę wpadać tu częściej!😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie! <3 Do następnego przeczytania! :)

      Usuń
  4. Ciekawy wpis :) Blog inny niż wszystkie :) Życzę dalszych sukcesów :)

    Pozdrawiam, A.
    http://agrafka-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. zawsze myślałam, że za granicą jest tak kolorowo...
    ale widzę, że jednak są minusy tego odmiennego życia

    malusiawerusia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Kilkakrotnie myślałem by wyjechać z tego kraju,tym bardziej że mieszkam na wschodzie a tu nie jest za wesoło,ale mam taki charakter że nie wytrzymał bym życia na obczyźnie,bo nie jest to łatwe życie...Traktuję emigrację jako ostateczną ostateczność i nadal mam głupią wiarę że do niej nie dojdzie... Pozdrawiam cię serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja traktuję emigrację, jako przygodę, kolejny rozdział w życiu, doświadczenie, być może dlatego łatwiej mi było opuścić kraj, który zresztą kocham ;)
      Również pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Ja uważam, że pomimo ujemnych konsekwencji wyjazdów za granice powinno sie wyjeżdżac jeśli tylko istnieje szansa dobrze płatnej pracy, w której będą Cię szanować. Najgorzej jednak jak ma się dziecko, żonę/męża. Wtedy rozstania faktycznie są trudne i mogą zrujnować związek

    Pozdrawiam
    indiscrett.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow dziewczyno, chyba lepiej sama bym tego nie ubrała w słowa. Od razu dodaje do obserwacji. Jeśli chodzi o moją emigracje, to ja na obczyźnie źle się nie czuję. Właściwie to czułam jakby w Polsce nie było dla mnie miejsca przez mój tok rozumowania, który często kłócił się z innymi. Ale faktycznie miewałam wiele z tych etapów w swoim rocznym pobycie za granicą, parę pytań już sobie zadałam, ale myślę, że to przyszłość zweryfikuje co dalej. Po za tym jestem tez dania, że w Polsce mam rodzinę, ale oni wszyscy mają juz swoje życia, cześć z nich też jest już za granicą ( to już drugie "rozjechane" pokolenie niestety) i jakby nie ma sensu wcinać się na siłę do czyjejś prywaty tylko budować własną.

    Pozdrawiam,
    www.agentgirlblog.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :)
      Ja również nie czuję się źle, bądź nieszczęśliwa za granicą.
      Masz rację, to fakt, że każdy ma swoje, odrębne życie, sama również buduję już własną rodzinę, ale ja jestem taką trochę ciepłą kluchą, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Owszem, uwielbiam poznawać nowych ludzi, jednak o wiele bardziej komfortowo czuję się wśród "swoich" ludzi, którzy są ze mną od najmłodszych lat i z którymi mam już jakiś bagaż doświadczeń ;)

      Usuń