Dieta roślinna - dlaczego warto ograniczyć/wyelimonować mięso?


Irytuje mnie ostatnio pewna platforma (zaczynająca się na de, a kończąca na motywatory), która kiedyś była dosyć zabawna, a teraz szerzy głównie bzdury, mówiąc często ludziom jak mają żyć i kpiąc z tych, którzy żyją inaczej (tak powinna wyglądać idealna dziewczyna, tak wygląda idealny tyłek, a tak idealne życie).
Ostatnio pojawiło się również kilka negatywnych postów na temat wegan, które rozpętały niejedną gównoburzę w komentarzach. "Rośliny też mają uczucia", "Pijesz wodę? Zjadasz rybom dom", "Mój obiad sra na twój obiad","Mamy kły, więc jesteśmy mięsożerni, szach mat weganie!", "Jesz jedzenie mojego jedzenia!", "Będziesz mieć niedobory"... 
I tu potwierdziła się teoria, że największym problemem w diecie roślinnej jest słuchanie idiotów, którzy bezprawnie zaglądają w talerz.
Nie dajmy się zwariować! Jeśli ktoś jest wege i czuje się z tym dobrze – niech dalej będzie. Jeśli komu zaś sprawia przyjemność dostarczanie swemu ciału martwej tkanki zwierzęcej to niech czyni to dalej, smacznego.

Ale skoro już siadłam to wtrącę swoje trzy grosze.
 Bo choć liczba wegetarian i wegan na świecie wciąż rośnie (według danych z września ubiegłego roku w ciągu ostatniej dekady odnotowano skok o 350%) to nadal wielu ludzi nie rozumie idei wegetarianizmu. Więc może wytłumaczę.

Nie mam na celu namawiania nikogo na zastanie jaroszem, jest mi daleko do wegeterroryzmu. Sama po kilku latach wegetarianizmu wróciłam na jakiś czas do jedzenia "normalnie". 
Proszę jednak, abyście przeczytali ten post i, jeśli wciąż będziecie mieli na to ochotę, obrzućcie mnie mięsem. Dzisiaj wege, jutro pewnie homo.


Dla większości ludzi obiad = mięso. Tak zostaliśmy wychowani, takie mamy przyzwyczajenia. I jeszcze ten strach przed niedoborami białka i żelaza.
Wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak traktowane są zwierzęta w rzeźniach, jak wygląda ich transport, jak się je zabija. Jednak kwestie etyczne często przegrywają z kwestią zdrowia, poczucia sytości  i wartości odżywczych.

Ale... czy jedzenie mięsa rzeczywiście jest zdrowe?
Jasne, że tak! Ludzie są mięsożerni, ludzie od zawsze jedli mięso! zamruczała pewnie większość.
Cofnijmy się więc do czasów ludzi pierwotnych. Kiedyś mięso pełniło ważną rolę w diecie, było łatwo dostępne i bogate w składanki odżywcze, a ze skór zwierząt można było pozyskać ubrania i okrycia.

Jednak argument, że powinniśmy jeść mięso, gdyż jedli je ludzie pierwotni jest absurdalny. Dlaczego więc nie pójść o krok dalej i nie zamieszkać w szałasach i jaskiniach - przecież ludzie pierwotni nie mieli domów. A zamiast kupować mięso w supermarketach powinniśmy wziąć oszczepy w dłoń i polować po lasach. Czemu nie? Przecież tak robili ludzie pierwotni!
Ludzie ewoluowali przez wieki, a wraz z nimi ewoluował sposób odżywania, obecnie możemy całkowicie zrezygnować z jedzenia mięsa bez żadnego uszczerbku na zdrowiu.
Richard Wrangham wysnuł tezę, która mówi, że gotowanie i pieczenie jedzenia przez naszych praprzodków dostarczyło mózgowi energii do gwałtownego rozwoju - słowem, dzięki kucharzeniu staliśmy się ludźmi podważając tym opinię naukowców, którzy twierdzą, że gwałtowne zwiększenie objętości mózgu homo erectus nastąpiło dzięki włączeniu do jego diety większej ilości mięsa.
Owszem, mięso miało ogromny wpływ na rozwój naszego gatunku, jednak to obróbka cieplna (która odróżnia ludzi od mięsożernych drapieżników) była kluczem.

Idąc za ciosem. Czy ludzie rzeczywiście są mięsożerni? Wielu z Was prychnęło właśnie pod nosem, oczywiście, mamy kły, jesteśmy drapieżnikami.
Niestety - z anatomicznego punktu widzenia nie jest to takie oczywiste.
Owszem, mamy kły i siekacze, które są charakterystyczne dla mięsożernych drapieżników, mają jednak także zęby trzonowe, które są charakterystyczne dla zwierząt roślinożernych. Układ szczęki sugeruje więc, że ludzie są mięsożerni. Ludzie jednak, jak zwierzęta roślinożerne, posiadają ruch szczęk z boku na bok - mięsożercy poruszają szczękami wyłącznie w górę i w dół.  Dodatkowo, roślinożercy piją wodę wsysając ją, gdy mięsożercy wychłeptują ją przy pomocy języka.
Co więcej układ trawienny człowieka jest charakterystyczny dla roślinożerców - jest długi (jelita są dziesięć razy dłuższe niż długość ich ciała), podczas, gdy u mięsożerców układ pokarmowy jest krótszy (jelita są zaledwie trzy razy dłuższe od długości ciała). Dzieje się tak dlatego, iż mięso rozkłada się bardzo szybko i substancje powstałe w wyniku jego rozkładu szybko zatruwają krwiobieg, jeżeli pozostają zbyt długo wewnątrz ciała.
Już Karol Darwin stworzył teorię ewolucji mówiącą, że wczesne istoty ludzkie były roślinożerne i od tej pory nasza anatomia się nie zmieniła.
Jedzenie mięsa jest więc fizjologicznie możliwe, lecz stanowi swego rodzaju aberrację, „perwersję”, gwałt zadany „roślinożernej naturze” człowieka.




Wraz ze wzrostem populacji zwiększało się także zapotrzebowanie na żywność, zaczęto więc ją "produkować" na coraz większą skalę. Jakość mięsa, które jedli nasi przodkowie i jakość mięsa, które możemy kupić teraz dzieli kolosalna przepaść.
Macie przed oczami widok polskiej wsi, ścielącej się łanami trawy i świerzopu, na których pasą się szczęśliwe krówki?
Obecnie ponad 90% zwierząt  żyje w olbrzymich hodowlach masowych, których jedynym celem jest maksymalizacja zysku i cięcie kosztów. Zwierzęta są jedynie surowcem zamkniętym w klatach, unieruchomionych metalowymi prętami, spędzającymi życie na betonowych podłogach, ściśnięte jak dupa wielbłąda podczas burzy piaskowej.
Bezrozumne, bezsensowne okrucieństwo wobec zwierząt jest odrażające i  jest świadectwem kulturalnego i obyczajowego zdziczenia.
Wybierając mięso warto więc sprawdzić jego pochodzenie i stawiać na lokalne źródła, który nie przebyły długich kilometrów i żyły w zgodzie z ich naturą - na powietrzu, nie w klatkach.

Zwierząt z hodowli masowych nie karmi się zieloną trawką, a antybiotykami i hormonami, które sztucznie napędzają ich wzrost. A przy okazji sieją niezłe spustoszenie w gospodarce hormonalnej ludzi. Dr Tuchendler pisał, że 50 lat temu dorosły mężczyzna miał 50 mln plemników w 1 ml nasienia, dziś ma ich 20 mln! Coraz częściej zdarza się też, że pierwsza miesiączka pojawia się już u 3-letnich dziewczynek.

Skoro jesteśmy już przy hodowli warto zauważyć, iż przemysł hodowlany jest odpowiedzialny za większą emisję gazów cieplarnianych, niż jakakolwiek inna produkcja przemysłowa.
W 2006 roku ONZ opublikowało raport, który ujawnił, że hodowla zwierząt jest odpowiedzialna za 18% emisji CO2, 37% emisji metanu i aż 65% emisji tlenku azotu.
Wytworzenie kilogramowego kawałka mięsa prowadzi do emisji większej ilości gazów cieplarnianych, niż wydziela samochód podczas trzygodzinnej, nieprzerwanej jazdy - w ciągu jednego roku odpowiednik to ponad 80 000 kilometrów.

Zanim jednak mięsko trafi na nasz talerz samo musi się pożywić. Uprawy paszy zajmują jedną trzecią wszystkich gruntów ornych na świecie. Na pozyskanie jednego kilograma mięsa potrzeba około 8-10 kilogramów zboża. Jest to równoznacznik tuzina bochenków chleba, albo 8-10 kilo źródeł białka roślinnego. Można więc za tę samą cenę nakarmić tuzin ludzi.
Dodatkowo hodowla zwierząt pochłania aż 70 procent wody wykorzystywanej przez ludzi.
Produkcja jednego kilograma mięsa wymaga zużycia takiej ilości wody, ile ROCZNIE wykorzystujesz, myjąc się pod prysznicem.

Jeśli jednak nie przejmujecie się środowiskiem to pomyślcie o sobie.
Jedzenie przetworzonego i konserwowanego ( m.in. związkami azotu i solenu) mięsa, jakie spotyka się teraz w supermarketach, sprzyja powstawaniu nowotworów żołądka i jelita grubego, trzustki, odbytnicy oraz przypuszczalnie raka piersi i prostaty.
Zwiększa także ryzyko przedwczesnego zgonu z powodu chorób serca oraz zmian miażdżycowych, które prowadzą do zawału serca lub wylewu krwi do mózgu. Szczególnie niebezpieczne jest mięso czerwone.


Jak wspominałam - nie zamierzam nikogo namawiać do diety roślinnej - panuje wolność, nikt nikomu żadnego jedzenia na siłę do gardła nie wpycha. Niech każdy je to, co mu pasuje - z ideologią czy bez niej.
Chciałabym jednak aby każdy z Was rozważył przynajmniej ograniczenie mięsa w diecie. Dla świata, bądź dla siebie, obojętne.

Udostępnij na Google Plus

O mnie Dagmara Górzkowska

Dagabout to luźna analogia gadabout, czyli włóczykija. Jak Włóczykij (który był moją pierwszą miłością!) wciąż kręcę się po świecie w poszukiwaniu swojego idealnego miejsca. Poza podróżami kocham także książki, dźwięki gitary, bajki Disnaya i dobre, bezglutenowe, wegetariańskie jedzenie. Zwykłe jedzenie też lubię, ale jest to miłość niespełniona, od kiedy w nasz związek weszło Hashimoto. Jestem niebrzydka, niegłupia, nieskromna, raczej miła, chociaż mam czarne poczucie humoru. Jeśli jesteś tu pierwszy raz - napisz mi coś o sobie, chętnie Cię poznam!
    Skomentuj z Disqus
    Skomentuj z Facebooka

8 komentarze:

  1. Dzięki za ten post Dag! Bardzo trafia w moje przemyślenia i rozważania, chociaż samej daleko mi od wegetarianizmu i weganizmu. Bardzo chciałabym spróbować tak żyć i tak jeść (bardziej ze względów zdrowotnych), ale jednak szybki tryb życia i lenistwo przegrywa z ważkimi planami (trochę jak ze sportem - chociaż, czy to znowu nie zwykłe wymówki? Bo przecież wystarczy chcieć!). Argumenty z szałasami i oszczepami bardzo w punkt! ;D mogłabym przeczytać Twoją książkę - czyta się przyjemnie i lekko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, dasz radę, wyślę Ci kilka przepisów, zobaczysz, że to wymaga tyle samo czasu, co przygotowanie posiłków mięsnych :)
      Hahaha, dziękuję! <3

      Usuń
  2. Ja też dziękuję za ten post Daga:) Mam podobne przemyślenia. Ja potrafie nie jesc miesa przez 2-4 miesiące a potem wracam do niego i tak na okrągło ;) www.misslaura.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo, polecam się ;) Czyli jesteś jakby flexitarianem - to i tak ma duży wpływ na zdrowie i środowisko ;)

      Usuń
  3. Ja od zawszę jem z mięsa tylko pierś z kurczaka, nie mam zielonego pojęcia jak smakuję inne mięso, bo nawet nigdy nie próbowałam. Nigdy też nie miałam żadnych problemów z niedoborem czy innymi rzeczami i bardzo rzadko choruję, nawet na grypę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co prawda jestem jedną z tych osób co raz za czas musi zjeść mięso - nie mam jednak nic przeciwko weganom. Mam także znajomego, który przez pewien czas nie jadł mięsa i wiele osób chwaliło sobie jego kuchnię - zatem jest tutaj kolejny przykład tego, że bez spróbowania nie należy się wypowiadać ;)

    przy okazji - bardzo fajnie się czytało :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń