Moją uwagę przykuł wątek skomplikowanego życia uczuciowego Hannah. Przypomniało mi to czasy liceum, gdy wszyscy przeżywali swoje pierwsze miłości, a Facebook zdominował gadu-gadu i stał się naczelnym konfesjonałem (a szkoda, lubiłam opisy na gg).
Jestem prawie pewna, że w tych (prehistorycznych, haha) czasach w powiadomieniach pojawiła się aktywność wszystkich znajomych, nie tylko tych obserwowanych.
Normalnie pewnie bym tego nie pamiętała (Bo kto by pamiętał? Kojarzy ktoś, że kiedyś nie było na fejsie osi czasu?!), ale któregoś wieczoru siedziałam i przecierałam oczy ze zdumienia obserwując zmiany statusu mojej znajomej.
Z częstotliwością kilku minut jej status w związku zmieniał się z "w związku" na "to skomplikowane", bądź "wolna". I tak w kółko, cały wieczór, przysięgam. A razem ze zmianami statusu zmieniało się także zdjęcie profilowe - z samotnego, na zdjęcie z drugą połówką i odwrotnie.
W końcu nie wytrzymałam i z troską zapytałam - pojebało Cię?
Oczywiście odpowiedź, jaką otrzymałam brzmiała odczep się, to skomplikowane. I taki status zawisnął u niej na kilka następnych dni.
Nie wierzę w trudne i skomplikowane związki. Skomplikowane jest składanie mebli z IKEA.
Normalni, w miarę rozgarnięci ludzie nie mają zbyt wielu rozterek i emocjonalnych wahań. Nie w kluczowych dla życia kwestiach. Nie masz pieniędzy to idziesz do pracy. Jesteś gruby to idziesz na siłownie i zamieniasz czekoladę na sałatę. Podoba Ci się ktoś to proponujesz randkę. Nie układa ci się w związku to rozwiązujesz szybko problemy, albo się żegnasz. Albo chcesz z kimś być, albo nie. Co w tym skomplikowanego?
Mam wrażenie, że ludzie wręcz hobbystycznie utrudniają sobie życie, najczęściej zasłaniając się strachem. I można to przenieść na każdą dziedzinę życia, ale skupmy się dzisiaj na związkach.
Strach zaczynaniem czegoś nowego.
Ludzie boją się mówić o uczuciach. I, wiem, brzmię tu jak hipokryta roku, bo ci którzy znają mnie dłużej wiedzą, że kiedyś byłam taka sama. Ale teraz już jestem straszna i mądrzejsza i wiem, że to głupota.
Dlatego, jeśli ktoś Ci się podoba to nie mów, że to skomplikowane tylko popraw włosy, wypnij pierś, zagadaj i zaproponuj wspólne wyjście. Nie czekaj, aż ta druga osoba zrobi pierwszy krok, bo naprawdę nie ma znaczenia, kto go wykona, liczy się efekt. I to, żeby być szybszym niż konkurencja, która przecież nie śpi.
Początek znajomości jest jak pierwsze zdanie napisane w książce. Cała znajomość jest rozdziałem w twojej biografii i najgorsze, co można zrobić, to rezygnować z całego rozdziału, czekając na idealne pierwsze zdanie.
Nie zastanawiaj się, czy to ten wymarzony książę na białym koniu/ wymarzona dama serca, bo nie ma lepszej metody, żeby się przekonać niż spróbować. Nie torturuj się oczekiwaniem. Najwyżej będziesz żałować. Lepsze ups niż a co jeśli?
Ciesz się chwilą i nie dbaj przesadnie o jutro. Głupio jest nie korzystać z lata martwiąc się, że kiedyś przyjdzie zima, prawda? Tak samo bez sensu jest przez pół młodości czekać na cud, a przez drugą połowę płakać, że wszystkie sensowne opcje są już zajęte.
Strach przed zmianą.
Ludzie boją się mówić, co ich uwiera w związku. Milczą tak długo, a wszystkie te małe sprawki się kumulują, gniją w milczeniu, aż w końcu wybuchają. I związek robi się skomplikowany.
Jedna strona nie rozumie, bo przecież wszystko było w porządku, tłumaczy to sobie stresem w pracy, złym humorem, bądź fanaberią i odsuwa się myśląc, że najlepiej jeśli ta druga osoba pobędzie chwilę sama. A u drugiej osoby rośnie uczucie zaniedbania, niezrozumienia i rozżalenia.
I tak osoby między którymi iskrzyło jak niebo w Sylwestra zamieniają się we współlokatorów, którzy dzielą ze sobą tylko przestrzeń, nie życie.
Bo on gra wieczorami na PS, bo ona spędza godzinę w łazience, bo on rozrzuca skarpetki, bo ona znów przesoliła zupę i przypaliła kotleta...
Mark Twain mądrze zauważył, że nie warto uczyć kota śpiewać - sam się zmęczysz i kota sfrustrujesz. Jeśli więc partner(ka) nie spełnia Twoich oczekiwań OD RAZU powiedz głośno, co Cię denerwuje (nie, nikt się sam nie domyśli). I jeśli druga połowa nie wykaże chęci poprawy wymień model na lepszy, albo zaakceptuj ją taką, jaka jest i przestań się czepiać.
Związki nie psują się w jeden dzień. Sypią się tygodniami, miesiącami, a czasem nawet latami.
To oczywiste, że będąc w związku nie zawsze będzie idealnie. Trwałe związki to te, które zostały zbudowane na wystarczająco dużej bazie popełnionych wcześniej błędów, z których wyciągnęło się wnioski, nie po to, aby je naprawić, ale po to, żeby nie popełniać ich w przyszłości.
W
ostateczności liczy się dzienny bilans uczuć z jakim kładziecie się
spać. Jeśli ten bilans od dłuższego czasu znajduje się na minusie, to wtedy - najczęściej - jest już za późno na zmianę.
Strach przed kończeniem czegoś starego.Najbardziej skomplikowane są jednak rozstania. Ludzie boją się rozstawać. Boją się przyznać samym sobie, że to co najlepsze w ich związku już minęło, a ich druga połówka jest z kompletnie innej układanki.
Tkwią w związku ze względu na przyzwyczajenia, wspomnienia, kredyt, plany na przyszłość. Boją się, że po rozstaniu wszystko stracą, że nikt ich więcej nie pokocha, że nie zasługują na nikogo lepszego. I ten strach przed samotnością sprawia, że jeszcze bardziej boją się odejść. No bo kto przytuli, kto wysłucha, kto pocałuje?
Trwanie w związku, który unieszczęśliwia jest jak chodzenie z kamyczkiem w bucie. Można to znieść przez chwilę, ale z biegiem czasu staje się to coraz bardziej irytujące, aż w końcu zaczyna boleć.
Często też ludzie boją się odejść, gdyż nie chcą zranić drugiej osoby, która przecież nic złego nie zrobiła, być może nawet jest w tym związku szczęśliwa. Ale również, jak z tym kamieniem w bucie, nie da się żyć przez cały czas pożyczonym szczęściem. To tak, jakby oglądało się świetny ciuch przez szybę, wiedząc, że pewnie nigdy nie będzie Cię na to stać.
A w końcu i tak pewnie skończy się tak, że ta druga osoba skuma, że jej uczucie jest nieodwzajemnione i spieprzy w podskokach. Ups?
Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczyna się jednak, gdy pojawi się ktoś trzeci. Trwa porównywanie, ocenianie i szacowanie, czy wymiana rzeczywiście się nadaje. I robi się jak w Zmierzchu.
Logicznie rzecz biorąc powinno się zdecydować, do kogo żywi się większe emocje i jak najszybciej wybrnąć z beznadziejnej sytuacji. Ale wiecie, to skomplikowane.
Więc o tym już niebawem.
Skomentuj z Disqus
Skomentuj z Facebooka