7 rzeczy, które usyłszy emigrant podczas pobytu w Polsce

Zgodnie z tradycją tegoroczny urlop letni spędziliśmy w Polsce. Nauczeni doświadczeniem bardzo mocno wyselekcjonowaliśmy grono ludzi, z którymi się spotkaliśmy, jednak mieszkając na zadupiu czasem ciężko jest nie wpaść przypadkowo na kogoś, kogo kiedyś się znało lub kogoś, kto zna Ciebie.
I z pewnością znajdą się wśród nich tacy, którzy wyrośli na ekspertów życia i chętnie rzucą jakimś śmiesznym żartem (ale takim, że - haha - boki zrywać i spierniczyć jak najszybciej) albo pytaniem.
Błogosławieni ci, którzy potrafią w takich sytuacjach zagryźć zęby, bądź udzielić wymijającej odpowiedzi. Ponieważ sama nie należę ani do jednych, ani do drugich, pozwolę sobie udokumentować kilka takich hitów i w razie kolejnych pytań odsyłać życzliwców do bloga.



[Pragnę zaznaczyć, że post należy czytać z przymrużeniem oka. Jeśli masz kołek w tyłku kliknij krzyżyk w prawym, górnym rogu.]

MIESZKASZ ZA GRANICĄ, JESTEŚ BOGATA/Y
Oczywiście, mam tyle pieniędzy, że muszę wynająć sługę, który będzie mi trzymać spodnie, żeby nie opadły z nadmiaru majątku w kieszeniach.
Szczerze, nie rozumiem i chyba nawet nie chcę zrozumieć idei zaglądania ludziom w portfel, bez względu na miejsce zamieszkania.
I nie rozumiem też skąd w ludziach przeświadczenie, że za granicą zarabiamy miliony za siedzenie na tyłku, a jedzenie i mieszkanie dostajemy w ramach wdzięczności za przyjazd do tego kraju płynącego mlekiem i miodem. 

NIE TĘSKNISZ ZA POLSKIM JEDZENIEM?
Tęsknię strasznie, przecież w moich żyłach płyną schabowe i golonka, a po nocach śnię o pierogach i mizerii.
To chyba oczywiste, że my, Polacy-emigranci, jemy "normalnie". Nie żyjemy już w czasach z pierwszej fali emigracji, gdy polskich sklepów można było szukać z lupą. A mamy nauczyły nas gotować.
Oczywiście, jemy też "nienormalnie", ale w moim domu zawsze byliśmy otwarci na smaki z różnych zakątków świata.

ZAPOMNIAŁAŚ/EŚ JUŻ POLSKI?
Łot ar ju seing? I kant anderstand ju.
Jasne, zdarzają się ludzie, którzy jeszcze nie mówią po angielsku, ale już nie mówią po polsku. Owszem, zdarzają się ludzie mówiący w ponglishu. Owszem, sama czasem zrzucę jakąś dziwną składnię gramatyczną lub wyrażenie, że klękajcie narody (weź swój czas - take your time - zamiast nie spiesz się), czasem łatwiej powiedzieć mi coś po angielsku, niż po polsku, ale... ZAPOMNIEĆ język ojczysty?
Oczywiście, może się to zdarzyć, jeśli ktoś wyjechał w bardzo młodym wieku, nie poznał tu żadnych rodaków, nie oglądał telewizji, nie czytał książek i używał języka obczystego w domu, zamiast ojczystego. Ale - i dam sobie za to uciąć lewą rękę - nikt, kto wyjechał z kraju w dorosłym wieku nie jest w stanie zapomnieć języka. I jeśli ktoś tak twierdzi to albo kłamie, albo jest kretynem (i pewnie kłamie).

JUŻ PEWNIE NAWET NIE TĘSKNISZ ZA POLSKĄ.
Nie, wpadłam tylko z przyzwyczajenia i przy okazji zabiorę resztę rzeczy.
Ja jestem pewnie dziwna i sentymentalna, ale bardzo przywiązuję się do miejsc i ludzi. I zwyczajnie lubię wracać w znane mi miejsca. Dlatego też lubię przyjeżdżać do Polski. Urodziłam się tutaj, mam wiele wspaniałych wspomnień związanych z wieloma miejscami.
Ponadto, znam historię mojego kraju, szanuję go i cenię.

KIEDY WRACASZ?
Gdy dorobię się willi z basenem, samochodu na każdy dzień tygodnia i odłożę pierwszy milion. 

Jeśli jesteś kimś bliskim dla osoby, której zadajesz to pytanie to możesz mieć pewność, że będziesz jedną z pierwszych osób, która się o tym dowie, gdy zapadnie taka decyzja. A jeśli nie jesteś - co Cię to obchodzi?
Wbrew pozorom decyzja o powrocie do kraju jest o wiele trudniejsza, niż decyzja o opuszczeniu go. To pytanie jest chyba jednym z najbardziej brutalnych, jakie można zadać emigrantowi, zwłaszcza podczas urlopu.
Więcej na ten temat pisałam w tekście Ciemniejsza strona emigracji.

W POLSCE NIE MA PERSPEKTYW
A może po protu Ty ich nie widzisz? 
Osobiście jestem przerażona różnicą między standardem życia na najniższej krajowej w Polsce i UK (i resztą zachodu) i zgadzam się z tym, że w Polsce ciężej jest żyć na godnym poziomie, ale nie wierzę, że jest to niemożliwe.
W tekście Emigracja - tragiczna konieczność czy szansa? (przeczytajcie ten tekst, naprawdę warto) pisałam, że wszystkich, którzy nie potrafią znaleźć perspektyw w Polsce wcale nie czeka lepsze życie za granicą. Bo perspektywy nie biorą się z kraju zamieszkania, tylko z nas samych.

CO SŁYCHAĆ W WIELKIM ŚWIECIE?
Paul Nuttall abdykował, Theresa May zdymisjonowała dwóch wiceministrów odpowiedzialnych za Brexit... A to w Polsce wycofali wiadomości i zlikwidowali Internet?
Widząc się tak rzadko kwestia obczyzny jest gdzieś na dole listy tematów, które chcę poruszać. Zapytaj lepiej "co słychać u Ciebie?"
Swoją drogą, słysząc takie pytanie nierzadko nie mogę się powstrzymać od uśmiechu i wyrecytowania sobie w myślach Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?

Nie znaczy to oczywiście, że idząc kogoś znajomego mieszkającego za granicą macie omijać go z daleka. Naprawdę miło jest spotkać przyjazne, znane twarze ;)
Udostępnij na Google Plus

O mnie Dagmara Górzkowska

Dagabout to luźna analogia gadabout, czyli włóczykija. Jak Włóczykij (który był moją pierwszą miłością!) wciąż kręcę się po świecie w poszukiwaniu swojego idealnego miejsca. Poza podróżami kocham także książki, dźwięki gitary, bajki Disnaya i dobre, bezglutenowe, wegetariańskie jedzenie. Zwykłe jedzenie też lubię, ale jest to miłość niespełniona, od kiedy w nasz związek weszło Hashimoto. Jestem niebrzydka, niegłupia, nieskromna, raczej miła, chociaż mam czarne poczucie humoru. Jeśli jesteś tu pierwszy raz - napisz mi coś o sobie, chętnie Cię poznam!
    Skomentuj na Bloggerze
    Skomentuj na Facebooku

0 komentarze:

Prześlij komentarz