Podobieństwa czy przeciwieństwa – co jest lepsze w związku?

Słyszeliście kiedyś o twinningu?
Paru mądrych naukowców kilka lat temu ogłosiło, że recepturą na udany związek jest związanie się z osobą, która jest do nas wizualnie podobna.
Myślę, że większość z nas zna pary, w których ona i on wyglądają niczym rodzeństwo - te same oczy, uśmiech, kształt twarzy i kolor włosów. Zupełnie jakby byli bliźniakami podmienionymi w szpitalu tuż po porodzie.
Nie podlega dyskusji fakt, że ludzie łączą się w pary ze względu na  zbliżony stopień atrakcyjności fizycznej. I choć szukanie osoby podobnej do nas wizualnie ma psychologiczne wytłumaczenie - twarze podobne do naszych wzbudzają nasze zaufanie - kwestia dotycząca charakteru nie jest już tak oczywista.

Jedną z najczęściej przywoływanych tez jest ta mówiąca, że  przeciwieństwa się przyciągają. I ciężko jest się nie zgodzić.
Ludzie inni niż my są ciekawi. Zachwyca nas w nich to wszystko, czego nie znamy i czego nie umiemy, a co chcielibyśmy znać i umieć.
Jeżeli jesteśmy typem delikatnego romantyka, pracującego w koszuli zapiętej na ostatni guzik w nudnej jak flaki z olejem korporacji zaimponuje nam osoba o silnym charakterze, pełna szalonych pomysłów. I odwrotnie - jeśli żyjemy na pełnym biegu, zwalniając jedynie wtedy, gdy złamie nam się obcas w najwyższym bucie będziemy podziwiać osobę, która potrafi przyjąć wszystko ze stoickim spokojem, siedząc wygodnie na kanapie.


Więc, owszem, przeciwieństwa się przyciągają. Pasjonują. Pociągają. Intrygują. Ale to wszystko trwa tylko chwilę. Największy problem związku z kimś, kto się od nas różni polega na tym, że patrzymy na tę osobę, jesteśmy nią zafascynowani i oczarowani.  A nie o to chodzi w związkach na dłuższą metę. A przyziemniej nie tylko o to. O wiele ważniejsze jest to, aby patrzeć wspólnie w przyszłość. Aby mieć wspólne plany, ambicje i cele. Bardzo dobrze oddaje to cytat z "Małego Księcia", który mówi, że miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.

Oczywiście, można się z tym nie zgodzić. Można twierdzić, że bycie z kimś do nas podobnym jest nudne, że o wiele ciekawiej jest się różnić i uzupełniać. Pytanie tylko - jak długo?
Spróbujmy wybiec w przyszłość o pięć, dziesięć, może nawet piętnaście lat.  mym kierunku.Co jeśli okaże się, że ten spokojny kanapowiec składa skarpetki w kostkę, a najdalej wypuszcza się na weekend do matki, podczas gdy Ty uwielbiasz artystyczny nieład i marzysz o podróży dookoła świata?
Albo odwrotnie - co jeśli już wyszalejesz się jak Zośka na wiejskim festynie, kiedy zaspokoisz ciekawość i zdecydujesz, że to już czas, aby się ustatkować i wziąć kredyt na trzydzieści lat, a Twoja druga połowa wciąż nie będzie pewna, czego chce od życia, gnając pół metra nad ziemią?
W którym momencie coś, co kiedyś nas fascynowało w drugiej osobie stanie się głównym źródłem 
frustracji i niezadowolenia?

I nie, wcale nie chodzi mi o znalezienie swojej drugiej połówki jabłka, która myśli, mówi i porusza się tak samo jak my. To nie jest przecież tak, że musicie mieć wspólne zainteresowania i pasje i nie odstępować siebie na krok. 
O wiele bliższa jest mi teoria dwóch puzzli, które do siebie pasują tworząc ze sobą część układanki.
Nie trzeba we wszystkim się ze sobą zgadzać, jednak niezwykle ważne jest, aby być zgodnym w naprawdę podstawowych kwestiach. Są to kwestie światopoglądowe i plany na przyszłość. Akceptacja różnych punktów widzenia - przy zbyt dużych rozbieżnościach patrzenia na świat - jest niemożliwa.
Jeżeli sama marzysz o gromadce dzieci i domu z ogrodem, po którym biegają psy to raczej nie stworzysz szczęśliwego, stałego związku związku z kimś kogo szczytem  marzeń jest m2 na szczycie ekskluzywnego, warszawskiego wieżowca.
Jeżeli codziennie pogrążasz się z modlitwie i nie wyobrażasz sobie roku bez pielgrzymki nie znajdziesz nigdy zrozumienia ze strony partnera, który obchodzi tylko Boże Narodzenie.
Rozumiesz, o co chodzi?
Największy problem związku z kimś, kto się od nas różni polega na tym, że patrzymy na tę osobę, jesteśmy nią zafascynowani i oczarowani.  A nie o to chodzi w związkach na dłuższą metę. A przyziemniej nie tylko o to. O wiele ważniejsze jest to, aby patrzeć wspólnie w przyszłość. Aby mieć wspólne plany, ambicje i cele. Bardzo dobrze oddaje to cytat z "Małego Księcia", który mówi, że miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.

Czy zatem jest coś dobrego w wiązaniu się z kimś, kto tak bardzo się od nas różni? Tak! 
Po pierwsze - zaspokojenie ciekawości. Nie ma nic gorszego, niż zamykanie się na związek rozmyślając "co by było gdyby...?"
Po drugie - naprawdę dużo można się od siebie nawzajem nauczyć! Związek z kim od nas różnym może poszerzyć horyzonty i otworzyć oczy na nowe doznania. Może się okazać, że spojrzysz na świat zupełnie inaczej niż dotychczas.
Po trzecie - w końcu, coś się dzieje, jest ogień, a zatem – na pewno nie będziesz się nudzić. Odmienne zdania prowadzą do dyskusji, wymiany poglądów i dają sporo tematów do rozmów.

Ale jeśli coś ma dużo zalet nie znaczy od razu, że jest dobre i uniwersalne. I koło się zamyka.

Osobiście wierzę, że każdy związek, nawet ten bez perspektyw, ma sens. Przecież, jeśli czegoś się nie powinno, ale bardzo się chce, to można.
Warto jednak zadać sobie pytanie, czy chcemy dogadywać się ze sobą z marszu, zamiast tracić czas i nerwy na dogadywanie się i dostrajanie, czy wspólnie kształtować swoje temperamenty.

Udostępnij na Google Plus

O mnie Dagmara Górzkowska

Dagabout to luźna analogia gadabout, czyli włóczykija. Jak Włóczykij (który był moją pierwszą miłością!) wciąż kręcę się po świecie w poszukiwaniu swojego idealnego miejsca. Poza podróżami kocham także książki, dźwięki gitary, bajki Disnaya i dobre, bezglutenowe, wegetariańskie jedzenie. Zwykłe jedzenie też lubię, ale jest to miłość niespełniona, od kiedy w nasz związek weszło Hashimoto. Jestem niebrzydka, niegłupia, nieskromna, raczej miła, chociaż mam czarne poczucie humoru. Jeśli jesteś tu pierwszy raz - napisz mi coś o sobie, chętnie Cię poznam!
    Skomentuj na Bloggerze
    Skomentuj na Facebooku

0 komentarze:

Prześlij komentarz